wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 11

Uprzedzam, że krótki, ale znów wena poszła se na spacer i nie chce se jej do mnie wrócić -,-' .
_________________________________________

- Hej – zaśmiała się lekko z tego powitania.

-Jak ci się spało?
Zaskoczyło ją lekko te pytanie, ale cóż mogła się dziwić?
-Zależy w jakim sensie pytasz. - Spojrzała na niego znacząco.
Zaśmiał się.
-W ogólnym, panno Williams, ogólnym.
Po raz pierwszy, od kiedy dowiedziała się (bolesnej) prawdy, się tak do niej zwrócił... Panna Williams... Panna Hermiona Williams... Hm... Nawet.
-Jeżeli w ogólnym, to... przyjemnie - uśmiechnęła się lekko, przechodząc na pozycję siedzącą. - Panie Malfoy. - Nie umiała obyć się bez dodania tych słów.
Chichot blondyna.
-Dalej masz założone? - spytał.
Zdezorientowała się. Posłała mu zdziwione spojrzenie. Ten westchnął i wskazał dłonią na jej nadgarstek, gdzie założył jej wczorajszego wieczora jej prezent na urodziny.
-Tak. Dziwi cię to?
-Szczerze? To tak.
-Jeżeli tak, to chyba je ściągnę. - Złapała już za bransoletkę z napisem "Love" i chciała odpiąć, gdy zaskoczył ją sam Draco Malfoy.
-Nie ściągaj!
-Czemu?
-Bo... bo... bo ci pasują... - zmieszał się.
Zaśmiała się.
-Przecież nie ściągnę ich, Draco - uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Jesteś wredna.
-Pokazuję moje oblicze, fretko.
Zastanawiała się... Czy po wczorajszym będzie mogła poznać jego prawdziwą twarz. Co zawsze ukrywał pod maską obojętności? To pozostaje dla niej zagadką.
______________________________________________
Mówiłam, że krótkie.
Weny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz