środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 9

[Uśmiechnął się do siebie , i po cichu podszedł do niej , i szepnął jej do ucha…]

  -Zostajesz tutaj na noc.
  Dziewczyna nie zwracała zbytnio uwagi na to, że blondyn coś do niej powiedział. Jednakże sens tych słów doszedł do niej z opóźnieniem. Przerwała pieszczoty. Wstała i odwróciła się w stronę towarzysza, który stał przy czarnej komodzie.
  -Nie... nie zgadzam się - wydukała.
  Mogłaby przysiąc, że nawet gdy nie widziała jego twarzy (miał ją zwróconą ku meblu), to lekko się uśmiechnął.
  -Wiedziałem, że to powiesz, jednakże nie masz nic do gadania - mówiąc to, odwracał się w jej stronę.
  Panna Granger Williams poczuła niespodziewanie coś wilgotnego, co dotykało jej dłoń. Spojrzała na łoże, przy którym stała. Był to właśnie zwierzak, który szturchnął jej dłoń nosem.
  Zachichotała cicho. O Merlinie! Draco także zachichotał w tym samym czasie co ona! Przykucnęła przy psiaku i zaczęła znów go głaskać.
  -Nie mogę tu zostać - odezwała się ponownie, wymyślając już argument. Popatrzyła na niego, nie przerywając swojej czynności.
  -Niby dlaczego?
  -Jedno słowo: Szkoła.
  -Co?
  -Mam ci przeliterować? S-z-k-o-ł-a. 
  -Przecież wiem, że o to ci chodzi, kobieto - jęknął, jednakże można było dosłyszeć nutkę rozbawienia.
  -A ty nie masz zamiaru wracać?!
  Arystokrata włożył ręce do kieszeni spodni. Przechylił lekko głowę.
  -Może mam, a może nie... Mamy już to załatwione u McZawszeDziewicy - zaśmiał się.
  -Ale ja tutaj nie zostaję. Ja nie chcę...
  -A co z Pączkiem?
  Przerwała głaskanie pupila za uchem i ponownie spojrzała na chłopaka tyle że teraz jak na idiotę.
  -Jaki "Pączek"?
  Wskazał tylko otwartą dłonią na postać obok niej. Popatrzyła w tym kierunku.
  -Jaki kretyn wpadł na pomysł, by zrobić taką krzywdę temu słodkiemu pieskowi?
  -Ej! Uważaj sobie Mionka! - zawołał rozbawiony. - Nie jestem żadnym kretynem!
  -No faktycznie... - zrobiła taką minę jakby się gorączkowo nad czymś zastanawiała. - Za to idiotą do potęgi entej. - Zaczęła się śmiać. 
  Nie umiała przestać. Jakoś ostatnio dobrze się czuła w jego towarzystwie. 
  Nagle... poczuła coś... mokrego. Spojrzała na swoją koszulkę. Przyległa bardzo do jej szczupłego ciała, przez co mogła (jak i on) zobaczyć kształt jej pępka, czy brzegi jej biustonosza.
  -MALFOY! - zawołała rozwścieczona.
  -Przepraszam... - powiedział na głos, jednakże po chwili kontynuował z uśmiechem na twarzy:
  -Śmigus Dyngus!
  Z jego różdżki wytrysnęła woda. Nim dziewczyna zdążyła wyciągnąć swoją różdżkę, miała nie tylko mokrą koszulkę, ale także spodnie, twarz i włosy.
  -Nie mamy świąt wielkanocnych! - warknęła.
  -No i co? Ale zabawa może być zawsze.
  -Jakoś nigdy nie widziałam cię bawiącego.
  -Korzystaj póki możesz - powiedział sam do siebie z uśmiechem na twarzy.
  Miała już pewny pomysł. Wstała ponownie i z miną niewiniątka zaczęła się przechadzać po komnacie. Przystanęła przy wejściu na balkon. Była odwrócona plecami do blondyna.
  -Wiesz Draco... Jakoś tak... Nie mam pojęcia od kiedy, ale... - urwała gwałtownie się obracając w jego stronę z wyciągniętą różdżką i nim zdążył zareagować wypowiedziała "Aquamenti".
 Przed nią stał Dracon Lucjusz Malfoy cały mokry. Z końcówek jego platynowych włosów kapały pojedyncze krople wody. 
  Wygląda dość uroczo... pomyślała.
  -Lepiej się do tego nie przyzwyczajaj, bo już nigdy takiej okazji nie będzie - odezwał się nagle.
  W jej oczach błysk się zamienił. Z dobrego humoru na zdziwiony, oraz smutny.
  -Skąd...?
  -Legilimencja. - Uśmiechnął się.
  -DRACONIE LUCJUSZU MALFOY! - Ze strony drzwi doszedł kobiecy krzyk. Nastolatkowie podskoczyli z przerażenia. Spojrzeli w tamtą stronę. - Co wy tu robicie?!
  -Mamo... jakby to powiedzieć... po prostu się bawimy - odpowiedział.
  Wyraz twarzy Narcyzy nie wykazywał już żadnych emocji.
  -Jesteście już dorośli, a się bawicie jak małe dzieci... - Westchnęła. Uśmiechnęła się lekko. - Zaraz kolacja. - Wyszła.
  Draco spojrzał na szatynkę, przez co otworzył szeroko oczy.
  -Co się tak lampisz? 
  -Przecież ty... ty... czemu jesteś sucha?
  Roześmiała się.
  -Magia.
  -Matka cię widziała mokrą?
  -Nie. Zdążyłam różdżką osuszyć ubrania, twarz i włosy.
  -A u mnie to już nie byłaś taka łaskawa?! - Udał oburzenie.
  -Na co to wszystko? - spytała zmieniając prawie temat. Miała już poważniejszy głos.
  Westchnął. Usiadł na skraju wyra i spojrzał na nią. Ona także na niego patrzyła.
  -Konkretniej? - Prawie niespostrzegalnie poklepał miejsce obok siebie. Kobieta jednak to zobaczyła. Zajęła wskazane miejsce.
  -Dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś? Czemu chcesz, bym została tutaj na noc? Dlaczego chcesz bym miała dobry humor, biorąc pod uwagę tę "wodną wojnę"?
  Nastała chwilowa cisza. Szarooki spuścił wzrok, jednak brązowooka nadal mu się przyglądała. Po chwili milczenia postanowił podnieść wzrok na nią i szepnął, by mogła to usłyszeć:
  -Nie jestem po prostu złym człowiekiem, Hermiono.  
***
  -Chodź. Mama nas już wołała - powiedział Draco wychodząc na balkon, gdzie stała Hermiona. Patrzyła w powoli zachodzące słońce.
  -Dziękuję, ale nie jestem głodna i... nie chcę się zbytnio mieszać...
  -Nie gadaj bzdur tylko chodź.
  -A co jak... No nie wiem... Zrobię złe wrażenie przy twojej mamie?
  -Nie zrobisz. Chodź. - Złapał ją za dłoń, po czym zaciągnął za sobą. 
  Byli tuż przy drzwiach balkonowych, gdy nagle szatynka wyrwała się z uścisku Dracona i podbiegła szybko do barierki rozglądając się. Blondyn patrzył na nią całkowicie zdziwiony. Dlaczego wyswobodziła swoją dłoń z jego uścisku i tak szybko podbiegła do balustrady? Właściwie dość słodko wyglądała, gdy energicznie "rzucała" swoimi włosami na boki. Jednakże dołączając do tego jej przerażony i wystraszony wyraz twarzy nie było już to takie urocze, jakie by się wydawało. 
  Podszedł do niej.
  -Co się dzieje?
  -Słyszałeś? - szepnęła.
  -Co takiego miałbym słyszeć?
  -Nie mam pojęcia...
  Westchnął.
  -Musiałaś się przesłyszeć, Hermiono.
  -Dr-Dr-Draco... tam coś jest... - Oddech szatynki stał się szybszy. Czegoś się bała.
  -Gdzie?
  -T-T-Tam... - mówiąc, wyciągnęła przed siebie kończynę i palcem wskazującym wskazała na obszar daleko przed nimi. Zwrócił tam wzrok.
  -Nic tam nie ma.
  -Jest! Mówię ci, że coś tam jest!
  -Miona ja nic nie widzę. 
  -Ale ja coś widzę! - warknęła.
  -To niby co to jest?
  -Nie mam pojęcia. - Wytężyła wzrok. Próbowała dopatrzeć chociaż kształt tego czegoś. Spostrzegła, jednakże dwie sylwetki. - Jakiś człowiek ze zwierzęciem.
  -Nigdzie nic nie ma. Gdzie ty to wszystko widzisz?
  -Przed sobą! Wejdźmy do środka. Proszę. 
  Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem. Objął ją od lewej strony, łapiąc rękami jej ramiona. Drżała. Ślizgon nie miał pojęcia, czy ona naprawdę coś widziała, czy tylko to była jej wyobraźnia. Jednakże bardziej pasowało mu te pierwsze. Gryffonka naprawdę się czegoś bała. Albo po prostu coś sobie utworzyła przez wszystkie emocje z dzisiejszego dnia. Nie miał w ogóle pojęcia co miał o tym wszystkim myśleć. Postanowił nie drążyć tego tematu, więc razem z nią podążyli do jadalni, gdzie czekała już na nich Narcyza Malfoy.
  Jadalnia w Malfoy Manor była... niemała. Na samym środku stał długi, ciemny,  drewniany stół. Na około niego stały z tego samego materiału, co koloru idealnie wyrzeźbione krzesła. 
  -Siadajcie - odezwała się blondynka, lekko się uśmiechając. Siedziała przy jednym końcu lady.
  Malfoy pociągnął dziewczynę za sobą, przez co musiała usiąść przy nim, zarazem dwa miejsca dalej gdzie siedziała pani domu. Czuła się niezręcznie. Te uczucie nie było dla niej niczym nowym. Zawsze to czuła, kiedy była u ludzi, których nie znała, bądź byli oni bardziej doświadczeni w różnych dziedzinach. Tym razem było jej nieswojo jak nigdy, gdyż mimo że widziała już tę kobietę, to nie wykluczało to, że była bardziej doświadczona w wielu rzeczach. Była lepsza. Była czystokrwistą czarownicą, miała piękną urodę...
  -Zjedz coś, bo inaczej mama każe skrzatom znów coś ugotować, a nawet tego nie damy rady zjeść - szepnął jej do ucha, wyrywając z rozmyślań. Przytaknęła lekko głową. Chciała sobie coś nałożyć, ale spostrzegła, że wcześniej jej pusty talerz był zapełniony.
  Nie zadawaj lepiej tego pytania. Od razu odpowiem: Ja ci nałożyłem. usłyszała w głowie tak znany jej głos. 
  Odkroiła sobie kawałek mięsa. Było bardzo miękkie i musiała przyznać, że miał słodki zapach oraz rewelacyjny smak.
  -Jak się czujesz, Hermiono?
  Lekko zdziwiona spojrzała na osobę zadającą pytanie. 
  -Dziękuję, bardzo dobrze - uśmiechnęła się do pani Malfoy. Właściwie ciężko było jej skłamać. Może zewnątrz była spokojna, zadowolona, jednakże w środku czuła... pustkę, rozpacz, rozterkę... Nadal nie mogła pojąć, jak Grangerowie mogli ją tak długo okłamywać. Nie miała już pojęcia kim naprawdę jest. Jest może nadal zwykłą mugolaczką? A może jednak półkrwistą czarownicą? Miała znikome nadzieje na to, że mogłaby być czystokrwista.
***
  -Hermiono? Miona!
  Draco szukał dziewczyny po całym budynku. Nie umiał jej znaleźć. Ostatnią nadzieją była jego komnata. Wszedł. Nie było jej we wnętrzu. Chciał już wyjść i zamknąć drzwi, gdy usłyszał płacz. Dochodził on z balkonu, gdzie byli przed kolacją. Instynkt mówił mu, że jest to właśnie poszukiwana przez niego osóbka.
  Nie mylił się.
  Skradając się, podszedł do niej i ostrożnie położył swoją dłoń na jej ramieniu.
  -Nie płacz Mionka. Wszystko tylko nie płacz... - szepnął.
  Odwróciła się w jego stronę. 
  -Nie chcę się wyżalać, ale... - zaczęła. - Właśnie się zorientowałam, iż dostałam dzisiaj rewelacyjny prezent urodzinowy na świecie. 
  Wiedział o czym mówi. Przecież co roku - dziewiętnastego września - w Wielkiej Sali widział, jak jej przyjaciele składają życzenia, wręczają prezenty... Dwa lata temu zaśpiewali jej nawet Sto lat w obecności większości uczniów i nauczycieli.
  Wyciągnął z kieszeni spodni jakieś niebieskawe pudełko, które podał towarzyszce.
  -Wszystkiego najlepszego z okazji twoich dziewiętnastych urodzin. - Uśmiechnął się delikatnie.
  Jej kąciki ust lekko drgnęły w maleńkim uśmiechu. Przyjęła podarek od blondyna i go ostrożnie otworzyła.
  -O Boże... - powiedziała zakrywając usta dłonią. - Nie musiałeś... Naprawdę.
  Wyjął z pudełeczka ozdobę. Pudełko położył na balustradzie, po czym przyciągnął do siebie jej rękę i założył na jej nadgarstku bransoletkę. Jednak po chwili ponownie wyjął coś z pudełka, a dokładniej spod jej warstwy. Była to druga ta sama biżuteria, tyle że z innym napisem. Były to te same >bransoletki< , tylko w innym kolorze no i... słowem.
   -Przepraszam za tę z napisem Love, jednakże jakoś mi się spodobała. Nie patrz tak na mnie. Nie zawsze podobają mi się bogate ozdoby, tylko takie skromniejsze. Ale noś proszę te bransoletki, chociaż tę z Hope. Wtedy będę wiedział, że nie tracisz nadziei na lepsze jutro.
  -Nie miałam pojęcia, że kiedykolwiek usłyszę te słowa z twoich ust, oraz, iż powiem te dwa słowa: Dziękuję Draco. - Przytuliła się do niego. Nie był to zwykły uścisk. Było to przyjacielskie ściśnięcie. 


____________________________________
I jest!
Tak: Wena wróciła do mnie! <3 .
Jestem zadowolona z tego, że ten rozdział jest dłuższy od moich poprzednich. 
Chyba będą coraz dłuższe ^^ .
Uff... Nad tym rozdziałem się namęczyłam o.o . Pierwszy rozdział z mojej twórczości na tym blogu, nad którym musiałam baaardzo wytężyć mózg... Jak to brzmi o.O xD .
Nim zapomnę: Szczęśliwego Nowego Roku! <3 .
Nie mam pojęcia dlaczego napisałam z tą "zabawą" o.O xD. 
Teraz kolej na Herm ;3 .
+Wiem... mało opisów :_: . Ale zawsze coś ;) .
Pozdrawiam i niech pan Wen Was nie opuszcza! <3

2 komentarze:

  1. Rozdzial rewelacyjny! Kompletnie się nie spodziewałem że będzie dłuższy ! W końcu się doczekałem. :)
    Pozdrawiam i oby wena została na długo ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział (tak jak poprzednie) :P
    Życzę weny

    OdpowiedzUsuń